Kronika
Aleks Buchinger

Aleks Buchinger

WSPOMNIENIA OBOZOWE 1974 - 1982

 Moj pierwszy oboz byl w Devon w 1974. Dopiero skonczylem 11 lat, i duzo nie pamietam, oprocz tego, ze czulem sie bardzo maly, trzeba bylo miec duzo odwagi zeby pierwszy raz pojsc do latryny, i ze bylem zdziwiony ze musielismy myc menazki w strumyku uzywajac mieszanke blota i trawy. Obozy wtedy trwaly 3 tygodnie, ale jednak bylem zadowolony ze rodzice przyjechali po mnie po dwoch tygodniach aby wziac na porzadne wakacje!

 

Na drugim obozie bylem w Edenbridge w 1976. Byla wielka susza tego lata, pogoda byla piekna, i byla ogromna ilosc os. Z tego powodu mielismy nowa gre w kuchni – jak zabijac osy w jak najwiecej roznych sposobach! Teren obozu byl polozony kolo lini kolejowej, i w nocy ladnie byl oswietlony mijajacymi pociagami. Pamietam ze co ranka przed sniadaniem musielismy pchac pod gorke samochod naszego opiekuna Druha Jozefa Mrozka, bo silnik nie chcial zapalic, a bez samochodu nie bylo by co jesc na sniadanie. Trzeba tez bylo pchac ostroznie, bo w polu gdzie samochod byl zaparkowany bylo duzo krow, i bardzo latwo bylo sie poslizgnac!

 

Trzeci moj oboz to byl wspolny z 3-ka. Byl to Zlot Wielkiej Brytanii w 1977 na ulubionym moim terenie obozowym – St. Briavels.W ‘Wye Valley’ i ‘Forest of Dean’ jest piekny krajobraz, a siedzic wieczorami przy ognisku, miec przed soba widok rzeki Wye i miasto Llandogo na drugiej strony doliny, i slyszec echo okrzykow, to naprawde wspaniale wspomnienie. Najlepszy moment ze zlotu byl kiedy uczestniczylem razem z innymi harcerzami z 34-ki, 3-ki i 2-ki (z Michalem Nalewajka na czele) w meczu siatkowki z druzyna reprezentujac Hufca Sczecin. Pamietam ze na zlocie druzyny z Hufca Sczecin prowadzili prawie wszystkie punktacje, wiec dalo nam bardzo duzo satysfakcji zwyciezyc po dlugim i bliskim meczu.

 

Na cwartym obozie znowu bylismyw Edenbridge– pelnilem funkcje oboznego, ale nie mam za duzo wspomnien (widocznie za ciezko pracowalem w komendzie). Pamietam jednak ze czesto jak wychodzilismy poza teren obozu, musielismy przejsc tory kolejowe trasa publiczna, i mam do dzisiajszego dnia pamiatke z tych wedrowek w formie monety ‘2p’ przejechana pociagiem, i zgniatana do jednej trzeciej originalnej grubosci.

 

Na piatym obozie, znowu bylem oboznym, i jeszcze raz bylismy w St. Briavels. W pierwszym tygodniu duzo czasu spedzilem z innymi w komendzie budujac wielka wartownice z brzozy ktora rabalismy w lesie – wtedy mniej sie myslalo o sprawach dotyczacych srodowiska! Niestety dzien po zakonczeniu budowli, jeden z harcerzy powiesil sie o line ktora laczyla rogi wartownicy i czesc rozwalil – tak zostalo do konca obozu bo juz nie bylo chetnych reperowac. Najbardziej pozyteczna rzecz ktora przywiozlem ze soba na ten oboz to byla lodka nadmuchiwana, ktora komenda uzywala aby przeplynac przez rzeke Wye – w ten sposob mozna bylo sobie podskoczyc po rozne ‘luksusy’ do miasta Llandogo w pietnastu minutach zamiast isc godzine piechota.  

 

Ostatni moj oboz to byl zlot swiatowy w Comblain la Tour w Belgii w 1982. Czterech starszych nas z 34-ki, druzyna ‘lacznosci’, razem z druhem Jozefem Mrozkiem pojechalo 3 czy 4 dni wczesniej na teren zlotu aby zainstalowac siec telefoniczna. Calymi dniami chodzilismy po polach i lasach kladajac kable telefoniczne, ale nikt nam nie powiedzial ze jak sie zlot zacznie bedzielismy musieli siedzic caly dzien, od 08.00 do 21.00 w centrali telefonicznej. Tak wlasciwie spedzilismy wiekszosc zlotu, odpowiadajac na telefon powitaniem ‘centrala harcerzy, slucham’, i wtedy robiac odpowiednie polaczenie! Daleko nie mozna bylo odejsc po za teren obozu, bo co pare godzin zamienialismy dyzur przy telefonach, wiec duzo wieciej nie pamietam, oprocz tego ze jak zlot sie skonczyl, mielismy przyjemnosc zlozenia sprzetu i zawijania wiele mil kabla!

 

Aleks Buchinger, 21/09/01