Kronika
Krzyś Rygielski

Każde moje wspomnienie z 34ką jest ładne, piękne i kolorowe. Nawet siedząc w polu w zimie, przemoknięty do skóry z zabłoconymi ubraniami zawsze miałem powód aby się uśmiechać gdy byłem z kolegami z mojej drużyny. Właśnie możliwość spotykania tych kolegów i przeżywania nietypowych sytuacji ciągneło mnie na obozy i biwaki. Była to okazja aby uciec z normalnego toku życia do którego każdy był przyzwyczajony. Kiedy indziej miałbym możliwość wędrować przez lasy na długich wyprawach, budować własne prycze i gotwać na otwartym polu?

Będe pamiętał przez całe życie niektóre wyprawy. N.p, płynięcie żaglowcem marynarki wojennej ‘Iskra’ z Portsmouth do Gdynii. Podczas tego ‘Rejsu do Źródła’ musieliśmy wstawać w sam środek nocy gdy był alarm na żagle i szykować posiłki w kuchni nawet podczas wichury gdy żaglowiec się kołysał w każdy kierunek. Po dotarciu do lądu zoorganizowano nam spotkanie z byłym prezydentem Polski Lechem Wałęsą: okazja którą mało ludzi przeżywa. Również mile wspominam wędrowniczą wyprawę do Włoch. Poruszając się pociągami po kraju z plecakami, zwiedzając niesamowite miasta i zabytki, wspinając się na Monte Cassino z harcerskim śpiewem, spotkanie z papieżem – same niepowtarzalne przeżycia.

Wszytkie te wyprawy i obozy pohartowały nas. Nigdy nie zapomnę powrót do domu z mojego pierwszego obozu. Po 2-tygodniowym pobytu w polu, możliwość używania spłukiwaną ubikacje, włączania lampy w pokoju czy spanie w normalnym łóżku wywoływało poczucie ogromnego luksusu.

Zawsze uwielbiałem zbiórki harcerskie na Wimbledon Common, więc byłem chętny kontynuować tą tradycję. Mimo tego że czułem się nieprzygotowany na funkcję drużynowego ponieważ byłem przyzwyczajony raczej do przyjęcia rozkazów niż ich rozdawania, próbowałem wspominać co zawsze zachęcało mnie na zbiórki. W moim wypadku były to gry w dwa-ognie i gry polowe. Mało co można było porównać z bieganiem po lesie w wojskowym ubraniu i targanie się w błocie.

Co mnie najbardziej zaskoczyło jednak, przez wszystkie moje przeżycia przez te wiele lat było ogromne poczucie braterwsta, gdzie każdy był świadomy, że należał i był niezbędnym do obozu lub drużyny.

Ćwik Krzyś Rygielski, styczeń 2008